Matczuk: Tusk myślał, że zastraszanie ws. SAFE zadziała. Tak się nie stało

Dodano:
Premier Donald Tusk podczas wypowiedzi dla mediów na terenie poligonu Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce Źródło: PAP / Paweł Supernak
Dyskusja wokół kredytu z UE w ramach SAFE nie potoczyła się po myśli Donalda Tuska. Zdaniem Piotra Matczuka opozycja nie dała się zastraszyć.

Ekonomista i komentator polityczny Piotr Matczuk rozmawiał w Radio Wnet z Łukaszem Jankowskim. Punktem wyjścia do rozmowy była narastająca nerwowość premiera Donalda Tuska w sprawie kredytu z Unii Europejskiej w ramach programu SAFE, na którym mu bardzo zależy.

Kto nie za SAFE ten "zdrajca"?

Matczuk powiedział, że Donald Tusk próbuje wywierać presję na prezydenta, żeby podpisał przegłosowaną przez koalicję ustawę dot. SAFE. – Od kilku dni widać wzmożenie w Koalicji Obywatelskiej – zwracając uwagę na nasilające się przekazy propagandowe jakoby ktoś, kto nie jest za kredytem z Brukseli, był "zdrajcą".

– Jest wysyp sygnałów, które wysyła premier do Polaków poprzez media tradycyjne, media społecznościowe. Na TikToku KO filmik o tytule: wojna za mną – gratuluję odwagi, współczuję głupoty. I zdjęcie Donalda Tuska, jakby rzeczywiście szedł z kimś na wojnę, a tym kimś jest pan prezydent – powiedział Jankowski.

Matczuk: Szantaż Tuska nie zadziałał

Zdaniem Matczuka – Donald Tusk był przekonany, że presja robiona przez mainstreamowe media i ekspertów, przez publicystów, próba szantażu, zastraszenia w sprawie SAFE, że to zadziała, że przeciwnicy, sceptycy wobec tego programu, się wystraszą. Odpuszczą, powiedzą – trzeba to przyjąć. Tak się nie stało – zwrócił uwagę, wskazując zarówno na opozycję, jak i na publicystów, którzy postawili się Tuskowi.

Jego zdaniem wyraźnie widać po reakcjach w sieci, że szef rządu to starcie przegrał. Informacje o tym, że jest to potężny dług w obcej walucie, obwarowany rozmaitymi regulacjami dotarły do Polaków. – Dlatego Tusk chce powtórzyć numer z presją, z szantażem, wysłać jak najwięcej komunikatów, że ten, kto jest przeciwko SAFE, ten chce sabotować armię, żeby ustawić w takiej konfiguracji prezydenta w momencie, kiedy będzie on wetował ustawę – powiedział Matczuk.

– Przecież w pierwszych przekazach SAFE był nieskazitelny. Nie ma lepszych rozwiązań, tak nam mówili politycy KO i mainstreamowe media. Dopiero tygodnie rozpracowywania SAFE w mediach pokazało, że tam jest wiele minusów i nie tędy droga. Tusk teraz będzie zaostrzał kurs, teraz mamy już ewidentny szantaż – stwierdził.

Komentator powiedział też, że Tusk prowadzi Polskę na kurs proniemiecki, a jednocześnie dochodzi do tego niezrozumiały dla wielu osób w kraju antyamerykanizm.

Kredyt w euro z UE

SAFE to unijny mechanizm zadłużenia celem finansowania inwestycji militarnych. Chętne państwa UE mogą zaciągnąć pożyczki za pośrednictwem UE. Program jest objęty mechanizmem warunkowości wypłat, podobnie jak przy KPO. Ostateczne decyzje należą do Komisji Europejskiej. Lista projektów, jakie mają być zrealizowane w Polsce nie jest jawna. Rząd chce zaciągnąć ok. 185 miliardów kredytu w walucie euro. Okres spłaty – maksymalnie 45 lat.

Zdaniem opozycji SAFE to "pułapka", żeby wpuścić Polskę w wieloletni kredyt kontrolowany przez Brukselę, podczas gdy Polska mogłaby samodzielnie pożyczyć pieniądze na rynkach światowych. Ponadto SAFE ma zdaniem opozycji rozmywać dobre relacje Polski z USA. Sprzęt wojskowy, który będzie można pozyskać za pożyczone pieniądze ma pochodzić w zdecydowanej większości z produkcji europejskiej lub z Ukrainy.

Analityk i ekspert ds. służb specjalnych dr Rafał Brzeski powiedział, że siły zbrojne Polski są kompatybilne z armią USA i nie wolno dopuścić do mieszaniny ze sprzętem z Europy, bo będziemy mieli sprzętowo marną armię. Jego zdaniem SAFE to "sprytnie pomyślana pułapka".

W pierwotnych przekazach medialnych przedstawiciele rządu podkreślali, że ponad 80 proc., środków z Unii Europejskiej – początkowo pomijano, że to kredyt – "zostanie wydana w polskim przemyśle zbrojeniowym". Jednak dopytana dokładnie przez dziennikarkę Beatę Lubecką Magdalena Sobkowiak-Czarnecka doprecyzowała i okazało się, że nie do końca tak to wygląda. Przyznała, że jeśli firma produkuje na terenie Polski, płaci podatki w Polsce, zatrudnia Polaków, to będzie kwalifikowana jako polska.

Źródło: Radio Wnet / DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...